18 – Ciemnota, Małowierny i Pochlebca

Śniło mi się dalej, że Obydwaj pielgrzymi zeszli z tych gór w dół i szli dalej drogą wiodącą do Grodu. W niewielkim oddaleniu od Gór Błogości dołączała do wąskiego szlaku z lewej strony kręta dróżka, wiodąca z krainy Zarozumiałość. Tutaj spotkali pewnego żwawego młodzieńca – pana Ciemnotę, który przybył z tej krainy. Chrześcijanin zapytał go, skąd pochodzi i dokąd zdąża.
Ciemnota: - Ja, mój panie, urodziłem się w krainie, która leży niedaleko – po lewej stronie tej drogi, a zdążam do Niebiańskiego Grodu.
Chrześcijanin: - W jaki sposób chcesz przekroczyć Bramę i wejść do Grodu? Prawdopodobnie napotkasz tam na pewne trudności.
Ciemnota: - Przypuszczam, że wejdę w ten sam sposób, w jaki wchodzą tam i inni dobrzy ludzie.
Chrześcijanin: - Ale co pokażesz przy Bramie, aby została ci otworzona?
Ciemnota: - Ja znam wolę mego Pana, prowadziłem dobry żywot, każdemu płacę to, co mu się należy, modlę się, poszczę, płacę dziesięcinę, daję jałmużny, no i opuściłem mój kraj, aby się tam udać!
Chrześcijanin: - Ale nie wszedłeś przez Ciasną Bramę, która znajduje się na początku tej drogi. Użyłeś natomiast tej oto krętej ścieżki. Dlatego obawiam się, że gdy nadejdzie dzień sądu, to pomimo, że myślisz o sobie tak pięknie, spotkasz się z zarzutem, że jesteś złodziejem i zbójcą.
Ciemnota: - Panowie jesteście mi zupełnie obcymi. Zachowajcie zatem religię waszego kraju, a ja będę przestrzegał religii mojego kraju. Mam nadzieję, że ze mną wszystko będzie dobrze. Jeśli zaś chodzi o tę Ciasną Bramę, o której mówicie, to cały świat wie o tym, że znajduje się ona bardzo daleko od naszego kraju. Nie przypuszczam, aby ktokolwiek w naszych stronach wiedział, gdzie jest droga do niej wiodąca. Nam też nie zależy na tym, by tę drogę znać, skoro mamy, jak widzicie, wygodną, przyjemną zieloną ścieżkę, która prowadzi najkrótszą drogą wprost z naszego kraju tutaj.

Gdy Chrześcijanin zobaczył, że człowiek ten uważa się za mądrego, rzekł szeptem do Ufnego: - Nadzieja co do głupiego lepsza jest, niżeli o nim. (Prz 26:12). I jeszcze powiedział tak: - I podczas, gdy głupi drogą idzie, serce jego niedostatek cierpi, bo pokazuje wszystkim, że głupi jest (Kazn 10:3). Cóż więc zrobimy? Czy będziemy dalej z nim rozmawiać, czy też go wyprzedzimy? Niechby pomyślał w samotności nad tym, co już słyszał. Później moglibyśmy znowu przystanąć, poczekać na niego i zobaczyć, czy trochę nie można by mu dopomóc. Co myślisz?

Ciemnota przez chwilę niechajże rozważa,
I tym, o czym mowa, prędko się nie zraża.
Tę radę niech przyjmie, by nie posiadł czasem.
Miast skarbu – opinii, że już jest głuptasem!
Wszak Bóg tych, co nie chcą mieć zrozumienia,
Choć stworzył, odrzuci, w wieczną noc zginienia.

Dodał też jeszcze: – I ja jestem tego zdania, aby go chwilowo wyprzedzić, gdyż nie byłoby słuszne mówić mu wszystko na raz. Będziemy rozmawiać z nim znowu po chwili, w miarę jak będzie mógł to znieść (1 Kor 3:2).

Poszli więc naprzód, Ciemnota zaś szedł za nimi. Gdy uszli kawałek drogi, znaleźli się w bardzo ciemnym wąwozie, gdzie spotkali siedem demonów, niosących człowieka związanego siedmioma grubymi sznurami. Zdążały one do drzwi, znajdujących się w zboczu wzgórza. Na ten widok, zarówno Chrześcijanin, jak i jego dobry towarzysz Ufny, zaczęli drżeć na całym ciele.

Chrześcijanin jednak, w momencie gdy ich mijali, rzucił okiem na twarz tego męża, którego unosiły ze sobą, aby zobaczyć, czy to nie jest czasem ktoś znajomy. I rzeczywiście rozpoznał w nim niejakiego Wykolejeńca, który mieszkał w mieście Odstępstwo. Nie mógł jednak dokładnie zobaczyć jego twarzy, gdyż tamten odwrócił głowę, jak złodziej przyłapany na gorącym uczynku.
Ufny obejrzawszy się za nim, w tym samym momencie spostrzegł na jego plecach przyczepiony kawałek papieru, na którym był napis: „Rozwiązły wyznawca i przekleństwa godny odstępca”.
Wreszcie Chrześcijanin zwrócił się do swego towarzysza z następującym słowami: - Teraz sobie przypominam, co mi opowiadano o pewnym pielgrzymie, imieniem Małowierny, który mieszkał w mieście Szczere. W tej okolicy miał podobno następujące doświadczenie:

Przy wejściu do tego wąwozu, znajduje się zakończenie dróżki, zwanej Ulicą Umarłych, która prowadzi od Bramy Szerokiej Drogi. Dróżka ta nosi taką nazwę od morderstw, które często mają tam miejsce. Małowierny, który pielgrzymował podobnie jak obecnie my, znalazłszy się na tym miejscu, usiadł i zasnął. Tak się złożyło, że w tym czasie przyszło tą dróżką z Bramy Szerokiej Drogi trzech krępych opryszków, którym na imię było Tchórzliwy, Nieufny i Winny (trzej bracia). Ci spostrzegłszy Małowiernego, puścili się pędem w jego stronę, ten dobry człowiek właśnie w tym momencie obudził się i zamierzał iść dalej. Ta trójka zastąpiła mu drogę i pełnymi groźby słowami kazali mu się zatrzymać. Małowierny zbladł jak chusta i do tego stopnia opuściły go siły, że ani nie mógł uciekać, ani też nie był zdolny do walki. Wtedy Tchórzliwy rzekł do niego: – Oddaj swoją sakiewkę! On jednak nie spieszył się, aby wykonać to polecenie (jako że bardzo ciężko mu było rozstawać się ze swymi pieniędzmi), wobec czego podbiegł do niego Nieufny i wepchnąwszy rękę do jego kieszeni, wyciągnął z niej worek srebra. Małowierny zaczął wtedy krzyczeć: - Złodzieje, złodzieje - ale Winny, wielką pałką, którą miał w ręce, zadał mu tak silne uderzenie w głowę, że Małowierny runął na ziemię nieprzytomny, krwawiąc ogromnie. Zdawało się, że umrze.

Przez chwilę jeszcze tych trzech złodziei przyglądało mu się, lecz usłyszawszy, że ktoś idzie drogą, bojąc się, że to może jest pan Wielkiej Łaski, który mieszka w mieście Dobre Zaufanie – czym prędzej się ulotnili, pozostawiając Małowiernego własnemu losowi. Po chwili Małowierny wrócił do przytomności, powstał i z wielkim trudem powlókł się dalej. Oto całe wydarzenie.

Ufny: – Ale czy zabrali mu wszystko, co posiadał?
Chrześcijanin: - Nie, tego miejsca, gdzie posiadał swe klejnoty wiary, nie zdołali odkryć i splądrować, dzięki czemu je zachował. Niemniej, jak słyszałem, strata, którą poniósł, przyprawiła go o wielkie zmartwienie. Złodzieje ukradli mu bowiem prawie wszystkie pieniądze, które miał na utrzymanie. Ale, jak już powiedziałem, nie dostały się do ich rąk jego klejnoty (1 Piotra 1:4), pozostało mu też trochę pieniędzy, ale tyle tylko, że zaledwie mu wystarczyły do końca podróży. Ba, jeżeli się nie mylę, musiał nawet żebrać po drodze, aby się utrzymać przy życiu, (Swych klejnotów oczywiście nie mógł sprzedać). Żebrząc więc i głodując czasem, przewędrował resztę swej drogi.
Ufny: – Czy nie jest cudem, że mu nie zabrali dokumentu, który mu zapewniał wejście do Niebiańskiego Grodu!
Chrześcijanin: - To istotnie jest cud, że tego dokumentu mu nie zabrali. Nie jest to wszakże jego zasługą, ani też nie stało się to dzięki jego sprytowi. Gdy został napadnięty, to tak bardzo się przeraził, że nie miał ani siły, ani umiejętności, aby cokolwiek ukryć. To raczej zrządzenie dobrej Opatrzności, a nie jego własne poczynania, uchroniło go od straty tych kosztownych rzeczy.
Ufny: - Niewątpliwie było to dla niego wielką pociechą. że mu złodzieje nie zabrali tego listu.
Chrześcijanin: - Byłby rzeczywiście pociechą, gdyby go należycie używał. Ci jednak, którzy mi tę historię opowiadali, powiedzieli również, że niemal przez całą resztę swej podróży bardzo rzadko do swojego pergaminu zaglądał. Powodem było to, że ustawicznie się martwił stratą swych pieniędzy. Faktycznie więc w czasie dalszej podróży o swym liście zapomniał. Gdy zaś od czasu do czasu przychodziło mu na myśl, że ów skarb posiada, i zaczął się tą myślą pocieszać, to znowu świeże myśli o stracie pieniędzy napełniały jego duszę. I tak myśli o pieniądzach niweczyły wszelką myśl o skarbie, którego przecież nie utracił.

Ufny: - Jaka szkoda! Co za biedak. Takie miał okropne zmartwienie!
Chrześcijanin: - Zmartwienie! To się tak dobrze mówi. Ale co my byśmy zrobili, gdyby się to komuś z nas przytrafiło, żebyśmy zostali, tak jak on, ograbieni i zranieni, i to gdzieś w obcych stronach? Dziwnym jest, że nie umarł ze zmartwienia, biedak! Mówiono mi, że przez całą dalszą drogę ustawicznie boleśnie i gorzko narzekał. Każdemu też, który go dogonił, lub którego on dogonił, opowiadał, gdzie i jak został obrabowany, kim byli ci bandyci i co mu zabrali, jak został zraniony, i że ledwie uszedł z życiem.
Ufny: - To też jest cudem, że jego nędza nie skłoniła go do sprzedania lub oddania w zastaw niektórych z posiadanych przezeń klejnotów, aby zdobyć środki na ulżenie sobie w podróży!
Chrześcijanin: - Mówisz jak kurczątko, które skorupkę jeszcze ma na głowie! Za co by mógł te rzeczy oddać w zastaw? Albo komu by je mógł sprzedać? Przecież w całej tej okolicy, gdzie został obrabowany, klejnoty jego nie przedstawiają żadnej wartości, on też nie pragnął takiej ulgi, którą by mógł w tamtych stronach otrzymać. A zresztą, bardzo dobrze wiedział i o tym, że jeśliby nie miał przy sobie tych klejnotów w momencie, gdy się znajdzie przy Bramie Niebiańskiego Grodu, to zostałby wyłączony z grona tych, którzy tam mają swoje dziedzictwo. To zaś byłoby dla niego czymś znacznie gorszym od napaści i doznania krzywdy nawet od dziesięciu tysięcy złodziei!

Ufny: - Czemu tak się złościsz mój bracie? Ezaw sprzedał swoje pierworodztwo za jedną potrawę (Hbr 12:16), a przecież to pierworodztwu było jego najdroższym klejnotem. Jeśli więc on to uczynił, to czemu by nie mógł uczynić tego i Małowierny?”
Chrześcijanin: - Ezaw istotnie sprzedał swoje pierworodztwo, a oprócz niego uczyniło to i wielu innych. W ten sposób wyłączyli samych siebie od udziału w wiecznych błogosławieństwach.
Pomiędzy Ezawem i Małowiernym zachodzi jednak wielka różnica, podobnie jak między tym, co mieli odziedziczyć. Pierworodztwo Ezawa było tylko cieniem, ale klejnoty Małowiernego nim nie były. Bogiem Ezawa był jego brzuch, ale dla Małowiernego brzuch nie był bogiem. Pożądanie Ezawa koncentrowało się na cielesnym apetycie, podczas gdy nie miało to miejsca u Małowiernego. Ezaw zresztą nie miał szerszego kręgu widzenia, jak tylko zaspokojenie swych pożądliwości, co Wynika z jego wypowiedzi: – Otom ja bliski śmierci, cóż mi po pierworodztwie (Rdz 25:32). Małowierny natomiast, chociaż posiadał małą wiarę, przez tę wiarę został ustrzeżony od tego rodzaju zaślepienia. Dlatego też Małowierny zdawał sobie sprawę z wartości swych klejnotów i cenił je sobie tak bardzo, że nie było nawet mowy o ich sprzedawaniu. Wszak nigdzie nie czytamy o tym, by Ezaw miał wiarę – choćby tylko małą.
Nic też dziwnego, że u człowieka. u którego o wszystkim decyduje wyłącznie ciało (ponieważ nie posiada on wiary, która by bezbożności stawiała opór), dochodzi do tego, .że sprzedaje swe pierworództwo, i swą duszę i wszystko – samemu diabłu z piekła.
Tacy podobni są do oślicy, której, gdy się uprze, nikt nie może ruszyć z miejsca (Jer 2:24). Gdy umysły ich owładnięte są pożądaniami, będą usiłowali zadość im uczynić, bez względu na to, jaka będzie cena. Małowierny był jednak innego usposobienia, jego pragnieniem było posiąść Boże dziedzictwo. Pokarmem jego były rzeczy duchowe, z góry pochodzące. W jakim więc celu miałby człowiek, będący tego usposobienia, sprzedawać swoje klejnoty – nawet gdyby na nie znalazł kupca – aby napełnić się bezwartościowymi dobrami? Czy wyda człowiek jedną nawet złotówkę na kupno siana, aby zaspokoić nim swój głód? Albo czy można by nakłonić gołąbka do karmienia się padliną, jak to czynią kruki?

Jakkolwiek więc niewierzący mogą dla natychmiastowego zaspokojenia swoich cielesnych pożądliwości zaciągać długi, względnie oddawać w zastaw lub sprzedawać swe posiadłości, to wierzący posiadający zbawiającą wiarę, nawet choćby jej mieli mało, tak uczynić nie mogą. Na tym więc, mój przyjacielu polega twoja pomyłka.

Ufny: - Przyznaję się do niej. Niemniej twoja surowość niemal nie doprowadziła mnie do gniewu.
Chrześcijanin: - Ależ dlaczego? Ja tylko porównałem cię do tych ptaków, które mają tak żywe usposobienie, że już biegają tu i tam, choć na głowie mają jeszcze skorupkę. Zechciej jednak przejść nad tym do porządku dziennego i zająć się przedmiotem naszej rozmowy. a wszystko będzie dobrze między nami.
Ufny: - Jestem jednak przeświadczony w sercu, Chrześcijaninie, że ta trójka łotrów, to byli tchórze. Czyż nie wynika to jasno z tego, że pierzchnęli, jak tylko usłyszeli, że ktoś nadchodzi? Ach, gdyby Małowierny zdobył się na trochę odwagi! Zapewne byłby im sprostał, a dopiero w ostateczności może uległby im, gdyby już nie było innego wyjścia. Chrześcijanin: - Już wielu powiedziało, że to są tchórze, ale okazało się, że jest inaczej, gdy przyszła próba. Jeśli chodzi o odwagę – to Małowiemy nie miał jej zupełnie; a od ciebie dowiaduję się, że gdybyś ty był na jego miejscu, to najpierw byś zaryzykował starcie, a potem ewentualnie byś się poddał. Takie jest twoje samopoczucie w chwili obecnej, gdy oni są od nas daleko, ale gdyby się tak pokazali, jak wówczas jemu, to może byś zmienił zdanie.
Pomyśl też i o tym, że jakkolwiek są to tylko złodzieje grasujący po gościńcach, to jednak pozostają oni w służbie samego króla Przepaści, który w razie potrzeby przychodzi im osobiście z pomocą, a którego głos jest jako głos ryczącego lwa (1 Piotra 5:8). Ja, podobnie jak Małowierny, zostałem pewnego razu przez nich napadnięty. Było to straszne! Gdy bowiem, jak przystoi Chrześcijaninowi, rozpocząłem walkę z nimi, oni tylko krzyknęli, a natychmiast zjawił się ich mistrz. Bóg jednak tak zrządził, że miałem na sobie wypróbowaną zbroję, w przeciwnym bowiem razie, nie byłbym dał, jak to się mówi, grosza za moje życie. A nawet pomimo tego, że byłem dobrze uzbrojony, z największym tylko wysiłkiem wytrwałem na posterunku. Co człowieka czeka w takim boju – wie jedynie ten, kto w nim osobiście brał udział.
Ufny: - Przecież oni natychmiast uciekli, gdy im się tylko zdało, że słyszą kroki pana Wielkiej Łaski.
Chrześcijanin: - To prawda. Oni a nawet ich mistrz często uciekali, gdy się tylko zjawił pan Wielkiej Łaski, i nic dziwnego, wszak on jest mocarzem, występującym w imieniu Króla. Niewątpliwie przyznasz, że pomiędzy takim mocarzem, a Małowiernym, zachodzi pewna różnica. Nie wszyscy poddani Króla są mocarzami. Nie wszyscy też są zdolni dokonywać takich wielkich i walecznych czynów jak pan Wielkiej Łaski. Czy byłoby słuszne przypuszczać, że małe dziecko mogłoby poradzić sobie z Goliatem, jak Dawid? Albo żeby mała ptaszyna miała siłę wołu? Niektórzy są silni, inni są słabi. Jedni mają wielką wiarę, inni małą. Ten człek był właśnie jednym z tych słabych i dlatego szybko został pokonany.
Ufny: - Już tylko dlatego, aby ci bandyci dostali nauczkę, życzyłbym sobie, aby pan Wielkiej Łaski istotnie tam przyszedł.
Chrześcijanin: - Nawet gdyby on tam się zjawił, nie jest wykluczone, że miałby ręce pełne roboty. Muszę ci bowiem powiedzieć, że jakkolwiek pan Wielkiej Łaski jest mistrzem we władaniu bronią, potrafiłby sobie z nimi bardzo dobrze poradzić, dopóki by ich trzymał na końcu swego miecza. Gdyby jednak jad tchórzostwa i nieufności wkradł się do jego serca, to wrogowie ci, choć z bardzo wielkim trudem, jednak by go przewrócili. A gdy już ktoś leży, to wiadomo, że nie może sobie wiele dopomóc.
Ten, kto by spojrzał dokładniej na twarz pana Wielkiej Łaski, mógłby dostrzec tam szereg blizn i szram, które są jasnym dowodem tego, że mam rację. Pewnego razu słyszałem, że miał się w czasie boju tak wyrazić: Byliśmy zbyt obciążeni, ponad siły, tak, że zaczęliśmy powątpiewać o naszym życiu (2 Kor 1:8). Także i Dawid wzdychał, pokutował i żałował z powodu tych niecnych opryszków! Także Heman i Ezechiasz, choć byli w swoim czasie mocarzami, też byli zmuszeni do ciężkiej walki, gdy zostali zaatakowani przez nich, doznali też w boju z nimi srogich ran. Piotr chciał również swego czasu spróbować sił w walce z nimi, ale choć niektórzy go nazywają Księciem Apostołów, to jednak doprowadzili go oni do tego, że nareszcie przestraszył się prostej dzieczyny służebnej.
Trzeba też zaznaczyć. że król ich zjawia się na każde zawołanie, kiedy nie jest tak dalece oddalony, aby nie móc usłyszeć ich wezwania. Szczególnie w takim momencie, gdy zostali pokonani – stara się, jeśli tylko to jest możliwe – przyjść im z pomocą. To co nim było powiedziane: „Gdy się podnosi, drżą nawet najsilniejsi, a fale morskie cofają się. Gdy się go uderzy, ani miecz się nie ostoi, ani dzida, ani włócznia, ani strzała. Żelazo ma za słomę, a miedź za drzewo zbutwiałe. (20) Nie straszy go strzała z łuku, a kamienie z procy są dla niego jak sieczka.”(Hioba 41:17-20). C0 może uczynić, w takim wypadku człowiek? Co prawda, gdyby był wyposażony w bojowego konia, a też gdyby miał umiejętność nim pokierować i odwagę to mógłby czynić nadzwyczajne rzeczy. „Na nim chrzęści kołczan, błyszczy oszczep i dzida. Wśród zgiełku i hałasu pochłania przestrzeń i na głos trąby nie ustoi spokojnie. Ilekroć zabrzmi trąba, zarży: Iha! i z daleka wyczuwa bitwę, gromki głos dowódców i okrzyk wojenny. (Hioba 39:23-26).

Dla takich piechurów jednakże, jakim jesteś ty i ja, lepiej jest nie pragnąć spotkania z wrogiem, ani też nie przechwalać się, że umielibyśmy lepiej sobie poradzić w takim spotkaniu od innych, o których słyszymy, że zostali pokonani. Lepiej też nie łudzić samych siebie myślami o naszym męstwie, gdyż tacy właśnie najczęściej, gdy przychodzi próba, najgorzej się spisują. Weź, na przykład, Piotra, którego wspomniałem już poprzednio. Jakżeż on się chełpił, że będzie się zachowywał lepiej od innych – takie myśli przynajmniej dyktowało mu jego próżne serce – że on stanie w obronie swego Mistrza, przed wszystkimi innymi. A jednak jakże został sromotnie pokonany i pobity przez tych opryszków.
Gdy zatem słyszymy, że takie bandyckie napady mają miejsce na Królewskim Gościńcu, przystoi nam dwie rzeczy uczynić: po pierwsze, należy nam nie rozstawać się ze zbroją, a szczególnie dbać o to, by zawsze mieć ze sobą tarczę. Brak tarczy powoduje, że ten, który z takim zapałem zabiera się do boju z Lewiatanem, nie może mu dać rady. Prawdziwie bowiem, on zupełnie nas się nie boi, gdy nam brak tej tarczy. Dlatego właśnie ten, który w tym bojowaniu miał dużą wprawę, radził tak: „A przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego” (Ef 6:16).

Po drugie, dobrze jest prosić Króla o eskortę, najlepiej zaś, aby On Sam szedł z nami. To obecność Samego Pana sprawiła, że Dawid radował się nawet wtedy, gdy przechodził przez Dolinę Cienia Śmierci. Mojżesz też raczej wybrałby śmierć na miejscu, aniżeli uczynienie jednego nawet kroku bez swojego Boga (Wj 33:15). O, mój bracie, jeśli tylko On idzie z nami, to po co mielibyśmy się obawiać i dziesięciu tysięcy tych, którzy chcieliby zagrodzić mam drogę? (Ps. 3;7;27 w. 2-4). Ale bez Niego, czyż nie musielibyśmy uniżyć się między więźniami i między pobitymi upaść? (Izaj. 10:4). Jeśli o mnie chodzi, to byłem już w boju niejednokrotnie, choć, jak widzisz, pozostałem przy życiu, to mam to do zawdzięczenia tylko Temu, który jest najlepszy ze wszystkich, to jednak nie mogę się chlubić z mego męstwa. Będę bardzo szczęśliwy, jeśli nie spotkamy na naszej drodze takich bandytów, choć obawiam się, że niebezpieczeństwo to wciąż jeszcze nam grozi. Skoro jednak nie pożarł mnie dotąd lew, ani niedźwiedź, to mam nadzieję, że Bóg wybawi nas również i z ręki jakiegoś nieobrzezanego Filistyna, który by nam zastąpił drogę.

Biednyś ty, Małowierny, wpadłeś między zbójów
Wiele ci tam zabrali! O tym pomyśl. że ów
Mąż, który mocno wierzy, pewnie przezwycięża
Nie trzech, lecz tysiąc mocą Bożego oręża!

Tak więc: poszli dalej, a w ślad za nimi podążał Ciemnota..

Wreszcie doszli do pewnego miejsca, w którym droga łączyła się z inną, która wydawała im się równie prosta jak ta, którą mieli iść. Nie wiedzieli więc, którą z tych dwóch wybrać. Przystanęli, aby się zastanowić. Gdy tak stali rozmyślając nad wyborem drogi, zbliżył się do nich jakiś człowiek, czarnego koloru skóry, przyodziany w bardzo jasną szatę i zapytał, dlaczego się zatrzymali. Odpowiedzieli mu, że idą do Niebiańskiego Grodu, ale nie wiedzą, którą z tych dwóch dróg wybrać. Na to ów człowiek odpowiedział: - Chodźcie ze mną – ja również tam zdążam.

Poszli więc za nim drogą, która dopiero teraz przyłączyła się do ich szlaku. Skręcała ona jednak w bok i tak dalece odwiodła ich od właściwego kierunku, że po chwili oblicza ich były całkiem odwrócone od Niebiańskiego Miasta. Pomimo to szli jednak za nim dalej. Już po krótkim czasie, nie zdając sobie z tego sprawy, zostali wprowadzeni w sieć, w której obaj tak się zaplątali, że nie wiedzieli, co robić. Wtedy biała szata spadła z tego czarnego człowieka, a oni nareszcie spostrzegli, gdzie się znaleźli. Dlatego przez chwilę leżeli płacząc, nie mogąc się w żaden sposób z tej sieci wydobyć.

Wówczas Chrześcijanin rzekł do swego towarzysza: - Teraz widzę, że popełniłem błąd! Czyż nie ostrzegali nas pasterze przed pochlebcami? Jakże słusznie powiedział Mędrzec: – człowiek który pochlebia przyjacielowi swemu, rozciąga sieć przed nogami jego (Prz 29:5).
Ufny: - Oni dali nam też instrukcję odnośnie dalszego kroczenia naszą drogą, abyśmy byli pewniejsi w trzymaniu się właściwego kierunku, ale myśmy zapomnieli ją czytać i nie uchroniliśmy się od drogi okrutnika. Dawid, gdy znalazł się na tym miejscu, był mądrzejszy od nas, on bowiem tak powiada: „Przeciwko występkom ludzkim, według słowa warg twoich Unikałem dróg, na których grasują rozbójnicy.”(Ps 17:4). Tak więc leżeli obaj zaplątani w sieć, gorzko płacząc. Wreszcie spostrzegli zbliżającą się ku nim postać Jaśniejącego, w ręce którego znajdował się bicz z powrozów. Gdy przyszedł na miejsce, gdzie się znajdowali, zapytał ich, skąd przyszli i co tam robią. Oni odpowiedzieli, że są pielgrzymami, zdążającymi do Syjonu, a zostali zwiedzeni przez jakiegoś czarnego człowieka, przyobleczonego w białą szatę, który kazał im iść za sobą, gdyż, jak twierdził, idzie również na Górę Syjon.
Wówczas trzymający bicz rzekł: - To jest Pochlebca, fałszywy apostoł, który się przemienił w anioła światłości. (2 Kor 11:13-14) Natychmiast też rozdarł sieć, w której byli spętani, uwalniając ich z niej.
Następnie rzekł: - Chodźcie za mną, abym mógł was zaprowadzić z powrotem na właściwą drogę.
Poprowadził ich więc z powrotem do tego miejsca, na którym Pochlebca zwiódł ich na drogę fałszywą.
Tam zadał im następujące pytanie: - Gdzie nocowaliście ubiegłej nocy?
Oni odpowiedzieli: – U pasterzy na Górach Błogości.
Zapytał ich więc: - Czy nie dali wam opisu dalszej drogi?
Odpowiedzieli: - Tak.
- Ale czy w chwili, gdy zatrzymaliście się – pytał dalej – wyjęliście i przeczytaliście otrzymany opis drogi?
Odpowiedzieli: - Nie.
Zapytał ich więc: - A dlaczego?
Odpowiedzieli: - Gdyż zapomnieliśmy.
Zapytał ich również, czy pasterze nie przestrzegali ich przed Pochlebcą.
Odpowiedzieli: - Tak, ale nie wyobrażaliśmy sobie. aby mógł nim być człowiek, który by tak pięknie mówił (Rz 16:17-18).
Potem rozkazał im położyć się, co gdy uczynili, wychłostał ich, dając im nauczkę, jak mają chodzić po prawej drodze (Pwt 25:2; 2 Krn 6:27).

W czasie wymierzania tej kary mówił: - Ja strofuję i karcę tych, których miłuję, bądź więc gorliwy i nawróć się (Obj 3, 19). Wreszcie polecił im udać się w dalszą drogę i bacznie uważać na polecenia otrzymane od pasterzy.

Podziękowali mu więc za okazaną im przysługę i udali się w dalszą podróż – właściwą drogą.

Nuże ty, który idziesz, podobnie jak oni,
Drogą życia! Gdy pielgrzym dobrą radę trwoni,
Złapany – wnet w sieci, wnet chłostany srogo,
Choć zbawiony, lecz bardzo czuje się ubogo,
Dla ciebie więc niechaj będzie to przestrogą,
Gdy w pielgrzymce do nieba wąską kroczysz drogą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Anti-Spam Quiz: