Po chwili pielgrzymi zobaczyli w oddali na swej drodze jakiegoś człowieka idącego samotnie i powoli przybliżającego się do nich. Chrześcijanin rzekł więc: – Oto ktoś, obrócony do Syjonu plecami, zbliża się ku nam!
Ufny: - Widzę go. Uważajmy, aby się nie okazało, że to drugi Pochlebca! Człowiek ten coraz bardziej się przybliżał, aż wreszcie podszedł do nich. Na imię mu było Nie-ma-Boga, zapytał ich, dokąd zdążają.
Chrześcijanin: – Idziemy na Górę Syjon.
Na to Nie-ma-Boga wybuchnął śmiechem.
Chrześcijanin: - Co ma oznaczać twój śmiech?
Nie-ma-Boga: - Śmieję się z waszej ciemnoty, której dowodem jest podjęcie tak uciążliwej podróży, a to tym bardziej, że jedyną nagrodą, jaka was czeka za te trudy, będzie samo podróżowanie!
Chrześcijanin: - Ależ człowieku, czy uważasz, że nie zostaniemy przyjęci?
Nie-ma-Boga: - Przyjęci? Ależ miejsca, które wam się chyba tylko wyśniło, nie ma na całym świecie!
Chrześcijanin: - Znajduje się ono przecież w przyszłym świecie.
Nie-ma-Boga: - Gdy jeszcze byłem w swoim domu. w mojej ojczyźnie, również słyszałem o tym Mieście, o którym i wy mówicie. Postanowiłem więc pójść, zobaczyć to miejsce, ale szukamgo już przez dwadzieścia z górą lat. Do tej pory tyle je zobaczyłem, co i w pierwszym dniu mojej podróży, czyli nic. (Kazn 10:15; Jer. 13:15).
Chrześcijanin: – A myśmy usłyszeli i uwierzyli, że miejsce to można znaleźć!
Nie-ma-Boga: - Gdybym będąc jeszcze w domu nie uwierzył, nie pokonałbym tak długiej drogi, aby tego miejsca szukać. Ponieważ go jednak nie znalazłem, (a powinienem był je odnaleźć, gdyby istniało, byłem przecież znacznie dalej od was) – idę z powrotem i będę starał się pocieszyć tymi rzeczami, które ongiś odrzuciłem, w nadziei uzyskania czegoś, co jak widzę teraz, w ogóle nie istnieje.
Chrześcijanin zwrócił się wówczas do swego towarzysza Ufnego z tymi słowami: – Czyżby to, co ten człowiek mówi, było prawdą?
Ufny: - Uważaj, jest to jeden z tych Pochlebców! Pamiętaj, ile nas kosztowało posłuchania kogoś takiego poprzednio! Co? Góry Syjon miałoby nie być? Czyż nie widzieliśmy sami bram tego Miasta z Gór Błogości? Albo czy nie jest nam teraz nakazane chodzić w wierze a nie w oglądaniu? (2 Kor 5:1-7). Chodźmy naprzód, aby czasem ów jaśniejący, trzymający bicz, znowu nas nie dogonił! To ty powinieneś był nas uczyć tej prawdy, której ja ciebie muszę uczyć w tej chwili, a mianowicie: „Synu mój przestań słuchać nauki, która by cię odwodzi od mów rozumnych (Prz 19:27). Mówię ci, bracie mój, przestańmy słuchać tego, co on mówi, ale wierzmy, by zachować nasze dusze (Hbr 10:39).
Chrześcijanin: - Nie dlatego zadałem ci to pytanie. że wątpię w prawdziwość tego, w co wierzymy, ale po to, aby otrzymać od ciebie dowód szczerości twego serca i w ten sposób cię doświadczyć. Jeśli bowiem chodzi o tego człowieka, to wiem, że jest on zaślepiony przez boga tego świata. Chodźmy raczej naprzód, świadomi tego, że wierzymy Prawdzie. Wszelkie kłamstwo bowiem nie jest z prawdy (1 Jana 2:21).
Ufny: – Raduję się wielce z nadziei oglądania chwały Bożej.
Pielgrzymi odwrócili się więc od tego człowieka, który śmiejąc się z nich, poszedł swoją drogą.
Potem widziałem. że podróżowali przez dłuższy czas, aż przybyli do pewnego kraju, którego klimat miał taką właściwość, że powodował, u przychodzących z innych okolic, wielką senność.
Tutaj Ufny poczuł się ogromnie ociężały i senny tak, że rzekł do Chrześcijanina: - Robię się tak senny, tracę wprost przytomność i nie mogę utrzymać oczu otwartych. Połóżmy się choć na chwilę, aby się zdrzemnąć.
Chrześcijanin: - W żadnym wypadku! Chyba po to, abyśmy położywszy się, już nigdy więcej nie powstali!
Ufny: - Ależ dlaczego, mój bracie? Przecież sen jest słodki pracującemu. Będziemy odświeżeni, jeśli się zdrzemniemy.
Chrześcijanin: – Czy nie przypominasz sobie, że jeden z pasterzy polecił nam wystrzegać się spania na Zaczarowanych Terenach? Dlatego nie śpijmy, jako i inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwymi (1 Tes 5:6).
Ufny: - Przyznaję, że byłem w błędzie. Gdybym był tutaj sam, naraziłbym się na niechybną śmierć przez uśnięcie! Jakże prawdziwe są słowa Mędrca: Lepiej jest dwóm niż jednemu (Kazn 4:9). Twoje towarzystwo było mi do tej pory wielkim błogosławieństwem, i niewątpliwie otrzymasz za twą pracę dobrą nagrodę.
Chrześcijanin: – Sądzę że najlepiej zwalczymy senność , która nas ogarnia w tym miejscu, jeśli będziemy rozmawiać na jakiś pożyteczny temat.
Ufny: - Zgadzam się na to z całego serca.
Chrześcijanin: - Od czego więc rozpoczniemy?
Ufny: – Od tego, od czego Bóg rozpoczął z nami. Ale proszę mów ty.
Święci, gdy senność was morzyć zaczyna,
Przyjdźcie się uczyć – to rada jedyna.
Od tych dwóch pielgrzymów, jak wszelkim sposobem,
Od śpiączki się bronią – wszak grozi im grobem!
Tą bronią – społeczność jest świętych właściwa,
I nie śpią, choć senność przygniata ich mściwa!
Wówczas Chrześcijanin rozpoczął tymi słowy: - Zadam ci jedno pytanie. Jak się to stało, że zacząłeś po raz pierwszy myśleć tak, jak myślisz obecnie?
Ufny: – Czy masz na myśli to, w jaki sposób, po raz pierwszy, zacząłem zastanawiać się nad tym, co jest prawdziwą korzyścią dla mej duszy?
Chrześcijanin: - Tak jest, o tym właśnie myślałem.
Ufny: – Przez długi czas miałem upodobanie w tym, co można było oglądać i kupować na naszych targach. Dziś rozumiem to, że gdybym nadal miał jeszcze w tych dobrach upodobanie, to pogrążyłyby mnie one w zniszczeniu i zgubie.
Chrześcijanin: - A co to były za dobra?
Ufny: - Wszystkie bogactwa i skarby tego świata. Cieszyły mnie też wielce bijatyki, hulanki, pijatyki, przekleństwa, kłamstwo, nieczyste żądze, znieważanie Dnia Pańskiego i wiele innych postępków, które wpływają destrukcyjnie na duszę. Aż nareszcie usłyszałem z twoich ust i z ust umiłowanego Wiernego. który za swoją wiarę i swoje dobre życie został zabity na Targach Próżności – o sprawach Bożych, a gdy się nad nimi zastanowiłem, to stwierdziłem, że końcem tego, czym żyłem, jest śmierć, oraz że z powodu takiego postępowania przychodzi gniew Boży na synów zbuntowanych (Rz 6:21; Ef 5:6).
Chrześcijanin: - Czy twoje własne „ja” szybko zostało poskromione, skoro sobie to uświadomiłeś?
Ufny: - Niestety nie. Początkowo nie chciałem uznać grzechu za zło, ani wiecznego potępienia – jako kary za grzech. Usiłowałem raczej, gdy umysł mój był raz po raz wstrząsany Słowem Bożym, zamykać oczy na światło stamtąd płynące.
Chrześcijanin: – Ale jakie były powody, że się początkowo w ten sposób ustosunkowałeś do oddziaływania Ducha Świętego?
Ufny: - Powody były następujące:
- Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to Bóg pracował nade mną. Nigdy nie myślałem o takiej możliwości, że poprzez obudzenie świadomości grzechu, Bóg rozpoczyna dzieło nawracania grzesznika.
- Grzech był wciąż jeszcze bardzo słodki memu ciału i bardzo nie chciało mi się z nim rozstawać.
- Nie mogłem sobie wyobrazić, w jaki sposób bym się mógł rozstać z moimi starymi kolegami – tak bardzo miła mi była ich obecność i ich czyny.
- Godziny, w których przychodziła do serca mego świadomość grzechu, były dla mnie takie straszne i tak napawały lękiem moje serce, że nie znosiłem nawet przypominanie ich sobie.
Chrześcijanin: – Wynika z tego, że bywały okresy, w których byłeś wolny od tego niepokoju.
Ufny: - Istotnie. Ale potem niepokój serca wracał i czułem się równie źle, ba, nawet gorzej niż poprzednio.
Chrześcijanin: – Ale dlaczego to tak było? Co przywodziło ci na pamięć twoje grzechy?
Ufny: - Prawie wszystko, i tak na przykład:
- Gdy spotkałem na ulicy jakiegoś porządnego człowieka,
- Gdy słyszałem, jak ktoś czytał Biblię,
- Gdy dostawałem bólu głowy,
- Gdy mi powiedziano, że któryś z moich sąsiadów zachorował,
- Gdy słyszałem bicie dzwonów z okazji pogrzebu,
- Gdy myślałem o tym, że sam też umrę,
- Gdy słyszałem, że ktoś nagle umarł,
- Ale szczególnie wtedy, gdy myślałem o tym, że będę musiał wkrótce stanąć przed tronem Sędziego.
Chrześcijanin:- Ale powiedz proszę, czy łatwo ci było pozbyć się tej świadomości, gdy do ciebie przychodziła?
Ufny: - Nie, szczególnie ostatnio, gdy świadomość ta przemawiała coraz silniej do mego sumienia. Poza tym, gdy tylko pomyślałem o powrocie do grzechu, stawało się to dla mnie podwójną męczarnią, i to pomimo, iż usiłowałem o tym nie myśleć.
Chrześcijanin: - Co więc robiłeś w takich momentach?
Ufny: – Myślałem wówczas, że koniecznie muszę poprawić swe życie, gdyż w przeciwnym razie zostanę niechybnie potępiony.
Chrześcijanin: – A starałeś się je poprawić?
Ufny: - Tak, w końcu uciekałem nie tylko od grzechów, ale nawet od mego grzesznego towarzystwa. Równocześnie zacząłem oddawać się spełnianiu religijnych obowiązków, takich jak modlitwa, czytanie Pisma, żal z powodu grzechu, zaniechanie kłamstwa i oszustwa a mówienie prawdy. Czyniłem to wszystko i mnóstwo innych rzeczy, których wyliczenie tutaj zajęłoby zbyt wiele czasu.
Chrześcijanin: – Czułeś się wówczas dobrze?
Ufny: - Na chwilę tak. Ale po jakimś czasie niepokój zaczynał dręczyć mnie ponownie, i to pomimo wszystkich zmian, których dokonałem.
Chrześcijanin: - Cóż więc było powodem tego smutnego stanu, skoro życie twoje tak dalece uległo zmianie?
Ufny: - Powodów tego było kilka, ale szczególnie prawda tych słów: „I wszyscy staliśmy się podobni do tego, co nieczyste, a wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona, wszyscy więdniemy jak liść, a nasze przewinienia porywają nas jak wiatr” (Iz 64:6). „Wiemy też, że człowiek zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków Prawa, a tylko przez wiarę w Chrystusa Jezusa” (Gal 2:16). „Gdy uczynicie wszystko, co wam rozkazano, mówcie: Słudzy nieużyteczni jesteśmy.” (Łk 17:10).
Wiele też innych, tym podobnych słów, zaczęło trafiać do mego serca. Zacząłem wiec rozumować w sposób następujący: Jeśli wszystkie moje sprawiedliwości są jako splugawiona szata, jeśli przez uczynki prawa żaden człowiek nie zostanie usprawiedliwiony, a także jeśli uczynimy wszystko, a mimo to jesteśmy nieużyteczni, to jest to niczym innym jak tylko szaleństwem, myśleć o pozyskaniu Nieba poprzez zachowywanie przykazań!
Myślałem również tak: Jeśliby ktoś zadłużył się w jakimś sklepie na sumę 1000 złotych i tego długu nie uregulował, to pomimo, że za każdą rzecz następnie kupioną płaciłby skrupulatnie gotówką, kupiec ma prawo zaskarżyć go do sądu i uzyskać wyrok skazujący dłużnika na więzienie, i to tak długo, dopóki nie zapłaci całkowicie swego długu.
Chrześcijanin: - W jaki sposób prawdę tę zastosowałeś d o siebie?
Ufny: – Cóż – uświadomiłem sobie, że przez moje grzechy stałem się wielkim dłużnikiem wobec Boga, u którego w księgach wszystko jest dokładnie zapisane, i że moja obecna zmiana życia bynajmniej nie przekreśla tego zapisu. Dlatego zrozumiałem, że pomimo mej poprawy w chwili obecnej, muszę koniecznie zastanowić się nad tym, jak uchronić się przed potępieniem, na które naraziłem się przez moje uprzednie przekraczanie Bożego prawa.
Chrześcijanin: – Bardzo trafnie to zrozumiałeś, mów dalej proszę.
Ufny: - Bardzo mnie też – od czasu do czasu, mimo, że poprawiłem swe postępowanie – niepokoiło to, że przy bliższym przyjrzeniu się najlepszym nawet moim uczynkom, i w nich dojrzałem grzech, grzech nowy! Tak więc musiałem wreszcie przyznać, że choć byłem dumny z siebie i wykonanych obowiązków, to w istocie popełniłem w trakcie wykonania tych pobożnych czynów dosyć grzechów, aby się dostać do piekła.
Chrześcijanin: - Co więc zrobiłeś wtedy?
Ufny: - Zrobiłeś!.. Nie wiedziałem co robić, aż wreszcie zwierzyłem się ze wszystkiego Wiernemu. Znaliśmy się bowiem dobrze. On dopiero mi wyjaśnił, że jeśli nie stanę się tak sprawiedliwym, jak człowiek, który nigdy nie zgrzeszył, to ani moja własna sprawiedliwość, ani sprawiedliwość całego świata, nie mogłaby mnie zbawić.
Chrześcijanin: - Czy odnosiłeś wrażenie, że Wierny mówi prawdę?
Ufny: - Gdyby mi to powiedział wtedy, gdy byłem zadowolony z własnej poprawy, nazwałbym go na pewno głupcem. Ale ponieważ stałem się świadomy swej niedoskonałości i spostrzegłem, ile grzechu zmieszanego jest z najlepszymi nawet uczynkami, byłem zmuszony przyznać mu rację.
Chrześcijanin: - Czy nie pomyślałeś sobie, gdy on ci po raz pierwszy oświadczył, że musisz być tak sprawiedliwy, jak ktoś kto nigdy nie zgrzeszył i że takiego człowieka nie ma?
Ufny: - Muszę się przyznać, że najpierw słowa te wydały mi się bardzo dziwne. Gdy jednak nieco więcej porozmawiałem z Wiernym i dłużej byłem w jego towarzystwie, nabrałem całkowitego przekonania, że ma rację.
Chrześcijanin: - A czy zapytałeś, kim był Ten Człowiek, i w jaki sposób mógłbyś przezeń dostąpić usprawiedliwienia?
Ufny. - Tak jest, zapytałem go o to. On mi odpowiedział, że jest nim Pan Jezus, który na wieki siedzi po prawicy Bożej (Hbr 10:12). Dodał też, że muszę być usprawiedliwiony przez Niego, (1) przez wiarę w skuteczność tego, co On Sam uczynił w czasie, gdy przebywał na ziemi w ciele, oraz (2) w skuteczność tego, co dla nas wyjednał przez Swoje cierpienia, wisząc na drzewie krzyża (Rz 4:5; Kol 1:14; 1 Piotra 1, 19).
Zapytałem go potem, w jaki sposób sprawiedliwość człowieka może mieć tak wielką moc, aby innego człowieka usprawiedliwić przed Bogiem? On na to odpowiedział mi, że Pan Jezus Sam był wszechmogącym Bogiem, i to, że ponosząc śmierć, uczynił to nie za Siebie, ale dla mnie i za mnie. Dlatego Jego czyny i ich wartość są zapisane na moje dobro – jeśli tylko w Niego wierzę.
Chrześcijanin: - I co wtedy zrobiłeś?
Ufny: - Myślałem, że Pan Jezus nie będzie chciał mnie zbawić.
Chrześcijanin: - A co ci na to powiedział Wierny?
Ufny: - Poradził mi spróbować i zobaczyć, czy tak jest istotnie. Gdy ja powiedziałem, że to byłoby zarozumiałością, on mnie zapewnił, że tego w żaden sposób nie można tak nazywać, skoro Pan Jezus Sam zaprasza, abym przyszedł. (Mt 11:28).
Dał mi też Księgę napisaną z natchnienia Jego, aby tym bardziej zachęcić mnie do wiary w Niego. Odnośnie tej Księgi oświadczył, że każda Jej litera, czy znak będzie trwać, nawet gdy przeminie już niebo i ziemia (Mt 5:18). Gdy go zapytałem, co muszę zrobić, przychodząc do Pana, powiedział mi, że muszę na kolanach, z całego serca i z całej duszy błagać Ojca, aby mi Go objawił.
Zapytałem go też, w jaki sposób mam zanosić prośby moje do Niego. On mi odpowiedział: znajdziesz Go, gdy w uniżeniu i szczerym sercem będziesz się modlić, gdyż zawsze można się z Nim spotkać i otrzymać od Niego odpuszczenie grzechów i przebaczenie, którego udziela chętnie wszystkim tym, którzy doń przychodzą (Wj 25:22). Powiedziałem, że nie wiedziałbym, co powiedzieć, gdy przyjdę, na co on poradził mi tak mówić:
Boże bądź miłościw mnie grzesznemu i spraw, abym mógł poznać Pana Jezusa Chrystusa i uwierzyć Weń. Widzę bowiem, że gdyby nie istniała Jego sprawiedliwość, albo też gdybym nie pokładał wiary w tej sprawiedliwości, zostałbym niechybnie odrzucony przez Ciebie. Panie, ja słyszałem o tym, że Ty jesteś miłosiernym Bogiem i że ofiarowałeś Syna Twego, Jezusa Chrystusa, aby był Zbawicielem świata. Słyszałem ponadto, że Ty darowałeś Go, i nadal chcesz Go darować, takim biednym grzesznikom, jakim i ja jestem (a jestem nim naprawdę). Zechciej więc, Panie, odebrać chwałę w udzieleniu łaski zbawienia i mojej duszy. Proszę Cię o to w Imieniu Syna Twojego, Jezusa Chrystusa, Amen.
Chrześcijanin: - A czy zrobiłeś tak, jak ci poradził Wierny?
- Wiele, wiele razy.
Chrześcijanin: - Czy Ojciec objawił ci Syna Swego?
Ufny: - Nie za pierwszym razem, nie za drugim i trzecim, czwartym, piątym, a nawet szóstym razem!
Chrześcijanin: - Co więc uczyniłeś?
Ufny. - Nie wiedziałem właśnie, co robić.
Chrześcijanin: – Czy nie przychodziła ci do serca myśl, aby się przestać modlić?
Ufny: - Wielokrotnie!
Chrześcijanin: - Co więc było powodem, że modliłeś się dalej?
Ufny: - Uwierzyłem, że to, co mi powiedziano, jest prawdą, a mianowicie, że bez sprawiedliwości Chrystusa cały świat nie pomoże mi, bym został zbawiony. Pomyślałem zatem – jeśli przystanę się modlić, umrę. A więcej już nic mi się stać nie może, pragnę umrzeć przed Tronem Łaski. Przyszło mi też na myśl i to słowo: „Widzenie dotyczy oznaczonego czasu i wypełni się niezawodnie. Jeżeli się odwleka, wyczekuj go, gdyż na pewno się spełni, nie opóźni się.” (Hab 2:3). Tak więc trwałem w modlitwie, aż wreszcie Ojciec objawił mi Swego Syna.
Chrześcijanin: – W jaki sposób to się stało?
Ufny: - Nie zobaczyłem Go oczami ale w duszy mojej (Ef 1:18-19). Stało się to w następujący sposób: Pewnego dnia byłem tak smutny jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Powodem tego było ponowne uświadomienie sobie wielkości i obrzydliwości mojego grzechu. Gdy spodziewałem się już tylko piekła i wiecznej zguby dla mojej duszy, naraz wydawało mi się, że zobaczyłem Pana Jezusa, i spoglądającego na mnie z Nieba i mówiącego: „Wierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony” (Dz 16:31). Odpowiedziałem jednak: „Panie, jestem wielkim, bardzo wielkim grzesznikiem!
Ale usłyszałem odpowiedź: „Dość masz, jeśli masz Moją łaskę!”
Wtedy zapytałem: „Ależ Panie, co to znaczy wierzyć? Wtedy usłyszałem słowa: „Kto do Mnie przychodzi – łaknąć nie będzie, a kto wierzy w Mnie – nigdy pragnąć nie będzie” (Jan 6:35). One pomogły mi zrozumieć, ze przychodzić a wierzyć, to jedno i to samo. Zrozumiałem, że ten, kto przychodzi, czyli z serca i wszystkich uczuć swoich pragnie zbawienia w Chrystusie, ten prawdziwie wierzy w Chrystusa.
Wówczas łzy stanęły w oczach moich i zapytałam: - Panie ale czy taki wielki grzesznik jakim ja jestem, może zostać przez Ciebie przyjęty i zbawiony? Wtedy usłyszałem jak mi odpowiedział: „Tego, co do Mnie przyjdzie, nie wyrzucę precz.” (Jan 6:37)
Potem powiedziałem: – Jak mam myśleć o Tobie, gdy przychodzę Panie abym mógł wierzyć w Ciebie należycie?
Wówczas powiedział mi:
- „Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników” (1 Tm 1:15)
- „Albowiem końcem prawa jest Chrystus, aby był usprawiedliwiony każdy, kto wierzy” (Rz 10:4),
- „Który został wydany za grzechy nasze i wzbudzony z martwych dla usprawiedliwienia naszego” (Rz 4:25);
- „I od Jezusa Chrystusa, który jest świadkiem wiernym, pierworodnym z umarłych i władcą nad królami ziemskimi. Jemu, który miłuje nas i który wyzwolił nas z grzechów naszych przez krew swoją” (Obj 1:5).
- „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus” (1 Tm 2:5)
- „Ale Ten sprawuje kapłaństwo nieprzechodnie, ponieważ trwa na wieki. Dlatego też może zbawić na zawsze tych, którzy przez niego przystępują do Boga, bo żyje zawsze, aby się wstawiać za nimi.” (Hbr 7:24-25).
To wszystko uprzytomniło mi, że muszę szukać usprawiedliwienia w Jego Osobie, a zadośćuczynienia za moje grzechy – w Jego krwi. Tego bowiem, co On uczynił, wykonując prawo Swego Ojca i poddając się karze, stosownie do tego prawa, nie uczynił dla Siebie, lecz dla tego, kto z wdzięcznością przyjmie to dla swego zbawienia.
Wtedy serce moje napełniło się radością. oczy zaszły łzami i zacząłem odczuwać ogromną miłość dla Imienia, ludu i dróg mojego Pana, Jezusa Chrystusa.
Chrześcijanin: – To rzeczywiście było prawdziwe objawienie się Chrystusa twojej duszy! Ale zechciej mi jeszcze jedno tylko powiedzieć – jaki wpływ wywarło to przeżycie na twojego ducha?
Ufny: - Od tej chwili zobaczyłem, że pomimo całej swej sprawiedliwości, świat znajduje się w stanie potępienia. Zobaczyłem również, że Bóg Ojciec, choć jest sprawiedliwy, to jednak dzięki ofierze Pana Jezusa, może ułaskawić przychodzącego Doń grzesznika.
Przeżycie to sprawiło również, że zacząłem się bardzo wstydzić obrzydliwości mego przedniego życia. Byłem też wielce zawstydzony poczuciem mojej dotychczasowej ciemnoty. Do tej pory bowiem, żadne przeżycie nie sprawiło w mym sercu tego, bym w sposób równie dobitny ujrzał piękno Jezusa Chrystusa. Dzięki temu umiłowałem również życie święte, i gorąco odtąd pragnę uczynić coś dla honoru i chwały Imienia Pana Jezusa. Tak! pomyślałem nawet, że gdyby w ciele moim znajdowało się i tysiąc litrów krwi, to chętnie wylałbym ją do ostatniej kropli, dla sprawy mojego Pana!