Ponieważ kolacja nie była jeszcze gotowa, Tłumacz po chwili zaprosił ich do zwiedzenia symbolicznych izb, i pokazał im to, co poprzednio widział Chrześcijanin, mąż Chrześcijanki. Zobaczyli więc człowieka w żelaznej klatce i tego, któremu śnił się sen o końcu świata; potem człowieka, który wywalczył zbrojnie o wejście do pałacu. Pokazano im również portret Największego z nich wszystkich, oraz wszystkie inne miejsca, których oglądanie tak wielką korzyść dało Chrześcijaninowi.
Gdy Tłumacz już im to pokazał, a Chrześcijanka i jej towarzysze schowali wszystko głęboko w pamięci, poprowadził ich dalej i pokazał pokój, w którym znajdował się człowiek umiejący patrzeć tylko w jednym kierunku tj. w dół a trzymał on w ręku grabie do gnoju. Nad jego głową stał anioł, trzymający w ręku Królewską Koronę i starał się go nakłonić do dokonania zamiany, chciał dać Koronę w zamian za grabie.
Człowiek jednak nie zwracał w ogóle uwagi na tę propozycję, nawet nie spojrzał w górę, w dalszym ciągu wygrzebywał grabiami słomę, żwir i małe patyczki.
Wtedy Chrześcijanka rzekła: - Wydaje mi się, że trochę rozumiem to, co widzimy. To obraz człowieka tego świata. Czy mam rację?
Tłumacz: - Powiedziałaś prawdę. Te grabie mówią nam o jego zaślepieniu tym życiem. To zaś, że przywiązuje on większą wagę do grabienia słomy, małych patyczków i żwiru, niż do tego, co mówi do niego anioł trzymający Niebiańską Koronę w ręce, jest obrazem tego, że dla wielu ludzi Niebo jest tylko legendą, a jedyną realną wartością są dobra ziemskie.
Również i to, że człowiek ten, jak widziałaś, nie patrzył w innym kierunku, tylko w dół, wskazuje, że dobra ziemskie, gdy mocno zawładną sercem człowieka, sprawiają, że jest ślepy i głuchy na wołanie Boga.
Wówczas Chrześcijanka zawołała: – Wybaw mnie Boże od tych grabi do gnoju!
Tłumacz: - Ta modlitwa jest bardzo stara, a tak mało używana, że już niemal zapomniana! „Bogactwa nie dawaj mi Panie” (Przyp. 30:8) – tak modli się może jeden na dziesięć tysięcy! Większość uważa słomę, patyki i żwir za wielkie bogactwo, dla którego warto żyć.
Gdy Chrześcijanka i Miłosierna usłyszały te słowa, zapłakały i rzekły: – Niestety jest to aż nazbyt prawdziwe.
Po pokazaniu im tego obrazu, Tłumacz zaprowadził ich do najokazalszego pokoju w całym domu i polecił im się uważnie rozejrzeć się, czy widzą coś, co mogłoby być dla nich pożyteczną nauką. Rozglądali się więc na wszystkie strony, ale nie zauważyli niczego niezwykłego, poza bardzo dużym pająkiem na ścianie, ale jego uznali raczej za coś wstydliwego dla gospodarza, niż za godne uwagi.
Miłosierna rzekła: - Panie, niczego tu nie widzę.
Chrześcijanka zaś milczała.
- Rozejrzyjcie się raz jeszcze - zachęcił ponownie Tłumacz.
Miłosierna rozejrzała się i rzekła: - Nie ma tu niczego poza obrzydliwym pająkiem, który trzyma się ściany swymi długimi odnóżami.
- Czy w tym obszernym pokoju jest tylko jeden pająk? – pytał dalej Tłumacz.
Wówczas w oczach Chrześcijanki ukazały się łzy, gdyż była bystrą kobietą.
- Tak panie, jest ich tutaj więcej, i to takich, których jad jest znacznie niebezpieczniejszy od jadu tego pająka.
Tłumacz spojrzał na nią i uśmiechając się przyjaźnie rzekł: - Powiedziałaś prawdę.
Wtedy Miłosierna zarumieniła się ze wstydu, a chłopcy zakryli twarze rękami, zaczęli bowiem wszyscy rozumieć tę zagadkę.
Tłumacz odezwał się ponownie: – Jak widzicie, „Pająk (jaszczurka) da się schwytać rękoma, a jednak mieszka w pałacach królewskich.” (Prz 30:28). A jest to napisane po to, aby was pouczyć, że choćbyście nawet byli przepełnieni jadem grzechu, to możecie wiarą uchwycić się Boga i zamieszkać w najlepszym pokoju Królewskiego Domu w Niebie.
Chrześcijanka: - Ja myślałam o czymś podobnym, ale nie umiałam sobie tego należycie wytłumaczyć. Mnie się zdawało, że jesteśmy podobni do pająków i że wyglądamy tak brzydko jak one, choćbyśmy się znajdowali w najpiękniejszym pokoju. Ale nie myślałam, że na przykładzie takiego jadowitego i nie lubianego stworzenia, jakim jest pająk, uczyć się wiary. A jednak ten pająk rzeczywiście zamieszkał tutaj, na ścianie najpiękniejszego pokoju w tym domu, a Bóg niczego nie uczynił daremnie.
To przeżycie napełniło ich wszystkich szczęściem, choć mieli łzy w oczach. Spoglądali jedno na drugie, a następnie skłaniali głowy przed Tłumaczem, który zaprowadził ich do innej izby, w której mieszkała kura z kurczętami, polecił im obserwować.
Jedno z kurcząt podeszło napić się z korytka z wodą. Po każdym łyku podnosiło główkę i oczy ku Niebu.
- Spójrzcie - rzekł - co robi to małe kurczątko i nauczcie się od niego dziękowania za otrzymywane dobrodziejstwa, przez spoglądanie w górę. Obserwujcie, proszę w dalszym ciągu.
Zaczęli więc uważnie przyglądać się o stwierdzili, że kura zachowuje się na cztery różne sposoby, opiekując się kurczętami:
- Używa zwykłego gdakania, które rozlega się cały dzień.
- Używa szczególnego nawoływania, które słychać gdy chce kurczęta nakarmić.
- Odzywa się w inny sposób, gdy ma kurczęta zgromadzone pod skrzydłami, (Mt 23:39) i
- Niekiedy gdacze jakby krzycząc.
- Niech postępowanie kury - rzekł Tłumacz - przypomina waszego Króla, a kurczęta tych, którzy Mu są posłuszni. I On postępuje ze Swym ludem w różny sposób, czego ilustracją mogą być – do pewnego stopnia – obserwowane przez was różne sposoby zachowywania się kury.
Przy zwykłym wołaniu po prostu przypomina im że jest w pobliżu. Gdy woła w sposób szczególny, czyni to zawsze w celu obdarowania swoich dzieci. Odzywa się w szczególny sposób do tych, którzy chronią się pod Jego skrzydłami. Gdy zaś widzi nadchodzącego wroga, krzyczy na alarm.
- Wybieram, moi kochani, te pokoje, w których możecie obejrzeć nauki szczególnie łatwo zrozumiałe dla niewiast.
– Ach, Panie, – rzekła Chrześcijanka – zechciej, proszę, pokazać nam coś jeszcze!
Zaprowadził ich więc do rzeźni, gdzie rzeźnik zabijał owce. Stały one cicho i przyjmowały śmierć spokojnie. Wówczas Tłumacz rzekł: - Uczcie się od tych owiec, jak znosić cierpienia i zło bez szemrania i narzekania. Patrzcie, jak spokojnie i bez sprzeciwu idą na śmierć! Król i was nazywa owcami.
Następnie Tłumacz zaprowadził ich do ogrodu, gdzie rosło mnóstwo rozmaitych kwiatów. Widzicie te wszystkie kwiaty? – zapytał.
- Tak – odpowiedziała Chrześcijanka.
Zwróćcie uwagę – mówił dalej – że różnią się one od siebie wzrostem, gatunkiem, kolorem, zapachem i szlachetnością, a niektóre z nich są lepsze 0d innych.
Rosną wszakże spokojnie w tym miejscu, gdzie je posadził ogrodnik i nie kłócą się między sobą.
Z ogrodu Tłumacz wyprowadził ich na swoje pole, obsiane pszenicą i żytem. Gdy się jednak temu zbożu przypatrzyli bliżej, zauważyli, że było ono zupełnie pozbawione kłosów, rosła tylko sama słoma. Tłumacz zaś powiedział: - Na to pole rozsiano dobry nawóz, zaorano je i obsiano. Co mamy uczynić z skoro nie ma kłosów?
- Część spal, a z reszty zrób nawóz - odpowiedziała Chrześcijanka.
- Tak – powiedział Tłumacz – każdy oczekuje owocu. Ponieważ jednak go nie ma, skazałaś to, co pozostało, na spalenie ogniem i zdeptanie nogami. Uważajcie, byście w podobny sposób nie potępili siebie samych.
W drodze powrotnej do domu spostrzegli małego ptaszka – raszkę, trzymającego w dzióbku dużego pająka. Tłumacz rzekł: - Popatrzcie tutaj Spojrzeli więc wszyscy, a miłosierna bardzo zdziwiła się tym widokiem.
Chrześcijanka jednak rzekła: - Czy to nie przykre, że taki piękny, mały ptaszek, jakim jest raszka czerwonogardła, przewyższający wiele innych ptaków pięknością, który nawet przyjaźni się z człowiekiem, karmi się czymś tak obrzydliwym! Myślałam, że karmi się ziarnem, lub czymś podobnym. Teraz mniej mi się podoba.
Na to Tłumacz odpowiedział: - Ta raszka przypomina, bardzo liczną kategorię wyznawców. Na pierwszy oka są oni, podobnie jak i ten ptaszek: mili, przyjemnie wyglądający i mający ładny głos. Wydaje się również, że miłują innych, szczerych sług Króla Nieba; pozornie nawet cenią przebywanie w ich towarzystwie, tak jak gdyby potrafili żywić się z okruszyn znajdujących się na stole dobrych ludzi. Udają, że cieszy ich towarzystwo bogobojnych ludzi, chodzą na nabożeństwa i biorą udział we wspominaniu Pana.
Ale gdy są sami, – są jak ta raszka – łapią i pożerają pająki, umiejętnie zmieniają swój jadłospis – pijąc nieprawość i grzech jak wodę, znajdując w tym wielką przyjemność.
Gdy wrócili do domu, kolacja jeszcze nie była gotowa, Chrześcijanka poprosiła więc Tłumacza, aby jeszcze pokazał lub opowiedział coś pożytecznego.
Tłumacz zaczął więc mówić:
- Im bardziej tłusta jest świnia, tym więcej pragnie nurzać się w błocie. Im bardziej tłusty jest wół, tym chętniej idzie na rzeź, a im zdrowszy jest człowiek pełen pożądliwości, tym jest skłonniejszy do złego.
- W charakterze niewiasty tkwi pragnienie, aby się ubierać czyściutko i pięknie, ale cenniejszym niż to jest być przyozdobionym w to, co w oczach Bożych ma największą wartość.
- Łatwiej jest nie spać przez jedną lub dwie noce, aniżeli czuwać przez cały rok. Łatwiej jest człowiekowi rozpocząć składanie dobrego wyznania, aniżeli wytrwać aż do końca takim, jakim być powinien.
- Gdy nastaje burza, kapitan okrętu skłonny jest wyrzucić za burtę towary przedmioty, które posiadają najmniejszą wartość. Kto najpierw wyrzuca to, co jest najkosztowniejszego? Tylko ten, który nie boi się Boga!
- Jedna dziura może spowodować zatonięcie okrętu, a jeden grzech może doprowadzić grzesznika do ruiny.
- Człowiek. który zapomina o swym przyjacielu, jest w stosunku do niego niewdzięcznikiem, ale ten, który zapomina o swoim Zbawicielu, nie ma miłosierdzia dla samego siebie.
- Człowiek żyjący w grzechu, a spodziewający się szczęścia w wieczności, podobny jest do tego, który siejąc wiosną na polu nasiona chwastów, spodziewa się, iż jesienią zbierze do spichlerza pszenicę lub jęczmień.
- Kto pragnie dobrze żyć, niechaj nieodstępnym swoim towarzyszem uczyni myśl o ostatnim dniu swego życia.
- Jeśli ludzie uważają dobra tego świata za kosztowne, chociaż Bóg ma je za nic, to czym jest Niebo, o którym Bóg zaświadcza, że ma wielką wartość?
- Jeśli trudno nam jest rozstać się z tym życiem, choć tak wiele w nim utrapień, to jak cudowne musi być życie tam, w górze?
- Każdy jest skłonny wychwalać dobroć ludzi, dlaczego tak niewielu jest poruszonych dobrocią Bożą?
- Kiedy wstajemy od stołu, zazwyczaj nie wszystko zostaje zjedzone. Podobnie w Jezusie Chrystusie więcej jest zasług i sprawiedliwości, aniżeli cały świat mógłby spożytkować.
Wypowiedziawszy te przypowieści, Tłumacz zaprowadził ich do swego ogrodu i pokazał im drzewo. które pomimo, iż było spróchniałe wewnątrz, jednak rosło i miało liście.
Miłosierna zapytała: - Jaka z tego nauka?
- To drzewo - odpowiedział - którego zewnętrzna część jest piękna, a wnętrze spróchniałe, można porównać z wieloma ludźmi w Bożym ogrodzie, którzy mówią pięknie o Bogu, ale w codziennym życiu niczego dla Jego chwały nie czynią. Liście ich są naprawdę piękne, ale serce nie nadaje się na nic innego, jak tylko na podpałkę do diabelskiego pieca.
W tej chwili zaproszono ich na kolację. Stół był już nakryty i wszystko przygotowane. Zasiedli więc, a gdy jeden z obecnych podziękował Panu, zaczęli jeść. W czasie posiłku Tłumacz miał zwyczaj raczyć swych, gości piękną muzyką, a więc i tym razem rozległy się dźwięki instrumentów, a jednocześnie ktoś obdarzony bardzo pięknym głosem, zaśpiewał:
Jedyną mą podporą Pan,
Wszak karmi mnie on sam
Czyż mógłbym czegoś pragnąć? Nie!
W nim wszystko, wszystko mam.
Gdy ucichły dźwięki muzyki, Tłumacz zapytał Chrześcijankę, co było pierwszą pobudką, która ją skłoniła do pójścia na pielgrzymkę.
Chrześcijanka odpowiedziała: - Przede wszystkim uświadomiłam sobie utratę męża. Było to dla mnie bardzo bolesne. Później zaczęły żyć w mej pamięci historie, które usłyszałam o jego trudach i walkach podczas pielgrzymki. Później zaś wspomniałam moje grubiańskie zachowanie się w stosunku do niego. I tak w sercu moim powstało głębokie poczucie winy, które mnie o mało nie wtrąciło na dno rozpaczy. Na szczęście sen o obecnym szczęśliwym życiu mego męża i otrzymanie od Króla zaproszenia, abym przybyła do Niego, gdzie i mój maż przebywa, tak podziałały na umysł mój i serce, że zrozumiałam, że muszę pójść na pielgrzymkę.
Tłumacz: - Czy przed opuszczeniem progów swego domu nie na żaden sprzeciw?
Chrześcijanka: - Tak, sprzeciwiła mi się pani Lękliwa (krewna tego, który opanowany strachem przed lwami chciał namówić mego męża do zawrócenia z drogi). Obsypała mnie mnóstwem obelg, nazwała mnie głupią, a zamiar udania się na pielgrzymkę – awanturniczą wyprawą.
Starała się wszelkimi sposobami odwieść mnie od wyruszenia i nastraszyć, przypominając wszystkie trudy i znoje, które mój mąż napotkał na swej drodze. Bardziej niż jej namowy zaniepokoił mnie jednak sen o dwóch złoczyńcach planujących przeszkodzenie w mojej wędrówce.
Jeszcze teraz mam ich postacie przed oczyma, co powoduje obawę przed każdym, napotkanym w drodze człowiekiem, aby czasem nie wyrządził mi jakiej krzywdy, uniemożliwiającej kontynuowanie mej podróży.
Powiem ci nawet, panie mój, coś, 0 czym nie każdemu chciałam mówić, a mianowicie, że w drodze, pomiędzy Bramą, przez którą weszliśmy na ten szlak, a twym domem, zostałyśmy obie napadnięte tak brutalnie, że musiałyśmy wzywać ratunku! Ci dwaj zbóje, którzy nas napadli, bardzo byli podobni do tych których ujrzałam we śnie!
Wtedy Tłumacz rzekł do niej: - Rozpoczęłaś dobrze, a zakończenie twej wędrówki będzie jeszcze bardziej błogosławione!
Następnie zwrócił się do Miłosiernej i rzekł: - A cóż ciebie skłoniło do przyjścia tutaj, kochana dzieweczko?
Miłosierna, usłyszawszy te słowa, zarumieniła się i zaczęła drżeć. Przez chwilę nie mogła przemówić ani słowa.
Tłumacz odezwał się więc: - Nie bój się, tylko wierz (Mk 5:36) i powiedz co masz na sercu.
I zaczęła mówić: - Panie mój, brak doświadczenia sprawia, iż wolałabym milczeć, a napełnia mnie lękiem to, że jakiś mój niedostatek uniemożliwi mi dokończenie podróży.
Nie mogę opowiedzieć. jak uczyniła to Chrześcijanka, o snach i widzeniach. Nie wiem też, co to jest żal z powodu nieposłuszeństwa wobec rad udzielanych mi przez pobożnych krewnych.
Tłumacz: - Cóż więc sprawiło, dziecko kochane, że powzięłaś decyzję o wyruszeniu na pielgrzymkę.
Miłosierna: - Stało się to tak, gdy Chrześcijanka – moja przyjaciółka, przygotowywała się do opuszczenia miasta, wstąpiłam tam nieświadoma tego z panią Lękliwą, aby ją zwyczajnie odwiedzić. Zapukałyśmy do drzwi i weszłyśmy. Gdy znalazłyśmy się wewnątrz i zobaczyłyśmy przygotowania do podróży, zapytałyśmy, co to wszystko ma znaczyć. Wówczas Chrześcijanka powiedziała nam, iż posłano po nią, aby wyruszyła w drogę do swego męża. Opowiedziała nam również sen, jaki miała o nim, w którym widziała go przebywającego między Nieśmiertelnymi, w koronie na głowie, grającego na harfie, jedzącego i pijącego przy stole swego Księcia, śpiewającego Mu pieśni chwały, że go tam przyprowadził.
W czasie jej opowiadania, serce moje zostało poruszone (Łk 24:32) i rzekłam sobie w duchu: – Jeśli to wszystko jest prawdą, to opuszczę ojca, matkę, rodzinny kraj i jeśli mi będzie wolno – pójdę razem z nią!
Zaczęłam więc pytać Chrześcijankę, czy rzeczywiście to wszystko jest prawdą i czy pozwoli mi sobie towarzyszyć. Rozumiałam bowiem jasno, że dłużej w naszym mieście bez narażenia się na zagładę pozostać nie można.
Mimo to opuszczałam je z ciężkim sercem, nie dlatego, abym chciała tam pozostać, ale ze względu na pamięć o pozostających tam licznych moich krewnych.
Przyszłam tutaj przepełniona gorącym pragnieniem dotarcia wraz z Chrześcijanką, jeśli to będzie mi dane, do jej męża i jego Króla.
Tłumacz: - Początek twej drogi jest dobry, bo otworzyłaś swe serce na prawdę. Jesteś jak Rut Moabitka, która z miłości dla Noemi i Pana, Boga jej, opuściła ojca, matkę i kraj rodzinny, i poszła, aby zamieszkać z ludem, którego przedtem nie znała „Niech cię wynagrodzi Pan za to, coś uczyniła, i niech będzie pełna twoja nagroda u Pana, Boga Izraela, pod którego skrzydła przyszłaś się schronić” (Rut 2:12),
Tymczasem kolacja dobiegła końca i zaczęto się przygotowywać do pójścia na spoczynek.
Niewiastom przygotowano osobny pokój i chłopcom osobny. Gdy Miłosierna znalazła się w łóżku, nie mogła z radości zasnąć, uwolniona bowiem została, od wszelkich obaw zbłądzenia i nieosiągnięcia celu podróży.
Leżąc w łóżku, dziękowała Bogu i chwaliła Go za okazaną jej wielką łaskę.
Następnego ranka wstały skoro świt i zaczęły się przygotowywać do dalszej drogi. Tłumacz poprosił je jednak, aby chwilę, poczekały, gdyż odejście ich stamtąd musi być, jak twierdził, poprzedzone dopełnieniem pewnych obowiązujących czynności.
Rzekł więc do dzieweczki, która im otworzyła drzwi: - Zaprowadź je do kąpieli w ogrodzie i obmyj je tam z brudu, który do nich przylgnął w czasie podróży.
Dziewczyna ta imieniem Niewinna, zaprowadziła ich do miejsca kąpieli w ogrodzie, i powiedziała im, iż zgodnie z życzeniem Pana, niewiasty przybywające do tego domu mają się oczyścić przed udaniem się na dalszą pielgrzymkę.
Poszły i umyły się. Umyli się także chłopcy, a wszyscy wyszli z kąpieli nie tylko czyści i odświeżeni, ale i bardzo wzmocnieni na ciele.
Gdy wrócili do domu, wyglądali o wiele piękniej niż przed kąpielą. Tłumacz spojrzawszy na nich rzekł: - Kimże jest ta, która świeci z wysoka jak zorza, piękna jak księżyc, jaśniejąca jak słońce, groźna jak zbrojne zastępy? (PnP 6:10). Następnie kazał sobie podać pieczęć, którą zwykł pieczętować tych, którzy zostali obmyci w kąpieli. Przyniesiono więc pieczęć a Tłumacz wycisnął na nich swój znak, po którym można by ich było poznać jako prawdziwych pielgrzymów w miejscach, do których mieli się jeszcze udać.
Ta pieczęć była niejako treścią i sumą tego, co naród Izraelski otrzymał podczas spożywania baranka paschalnego, w noc Przejścia Pańskiego (Wyjścia 13:8-10), gdy wychodzili z Egiptu.
Znak ten został umieszczony pomiędzy ich oczami, a uczynił ich jeszcze piękniejszymi, gdyż stanowił prawdziwą ozdobę twarzy. Dodał im też powagi, czyniąc ich twarze podobne anielskim.
Potem Tłumacz znów zwrócił się do dzieweczki, która usługiwała i rzekł: - Idź do szatni i przynieś im szaty. Poszła więc, przyniosła piękne białe płócienne szaty i położyła je przed nim. Gdy na jego polecenie ubrały się w nie, tak je to przyozdobiło, że jedna omal się nie przelękła drugiej. Nie widziała bowiem żadna własnej wspaniałości, mogła ją natomiast widzieć na drugiej. Zaczęły więc jedna drugą mieć za znaczniejszą i wyżej postawioną od siebie (Flp 2:3).
- Tyś piękniejsza ode mnie - rzekła jedna.
- Nie, ty jesteś ode mnie nadobniejsza - mówiła druga.
Także dzieci były zdumione, zobaczywszy wspaniałą przemianę, która i im przypadła w udziale. Następnie Tłumacz zawołał jednego ze swych sług, któremu na imię było Wielkie Serce, i rozkazał mu wziąć miecz, przyłbicę i tarczę (Ef 6:16-17)
Zabierz - rzekł – te moje córki i odprowadź je do pałacu zwanego Pięknym, który będzie następnym miejscem ich odpoczynku.
Sługa wziął swoją broń i poszedł przed nimi a Tłumacz rzekł: - Niech was Bóg prowadzi. Także i członkowie rodziny pożegnali ich wieloma serdecznymi życzeniami.
Tak więc pielgrzymi ruszyli w drogę, śpiewając taką pieśń:
Etapem drugim miejsce to już było. Tu nasz wzrok
I słuch karmił się tym, co krył od wszystkich wieków mrok.
Grabiący mąż i kurcząt rój i kwoka i pająk był
Nauką dobrą dla mnie, bym w tym świecie mądrze żył.
I rzeźnia, ogród, pole, a i raszka z łupem swym,
Spróchniałe drzewo – ważnych rad mnóstwo w życiu tym,
Bym usiłował szczerym być, w czuwaniu, w modłach trwać,
A krzyż mój brać na każdy dzień i chwałę Panu dać.